Ochrona przed spamem - nie otwieraj

nr 1(49)/2017
ISSN 2082-5005
Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej UEK
nr 1(49)/2017
Tradycja wydawania biuletynów informacyjnych w naszej Bibliotece sięga lat siedemdziesiątych XX wieku. Elektroniczny Biuletyn Informacyjny Biblioteki Głównej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie jest kontynuacją Biuletynu Informacyjnego Biblioteki Głównej Akademii Ekonomicznej w Krakowie, a jeszcze wcześniej "Biuletynu Informacyjnego" drukowanego w latach 1993-1997. Ukazuje się dwa razy w roku. Publikujemy w nim artykuły informacyjne, komunikaty o nabytkach Biblioteki (stałe rubryki nowości), sprawozdania z konferencji, z prac Rady Bibliotecznej oraz ciekawostki.

Heinrich Hoffmann: Mój przyjaciel Hitler. Wspomnienia fotografa Hitlera. Wprowadzenie: Roger Moorhouse. Wydaw. RM; Warszawa 2015, s. 271+indeks

Po licznych, mniej lub bardziej udanych opracowaniach dotyczących dziejów nazizmu, w tym monografiach odnoszących się do przywódcy III Rzeszy, Adolfa Hitlera, przyszedł czas na pozycje opisujące postać tego dyktatora nie przez historyków, publicystów czy ofiary bezlitosnego systemu, który stworzył Hitler, ale osoby z najbliższego jego otoczenia. Nie oznacza to, iż wydawnictw takich nie było wcześniej, jednakże w Polsce, nawet po roku 1989, dość długo większość tego typu opracowań w ogóle nie była znana. Ta kolejna, nieformalna tym razem „brunatna seria” (różnych zresztą wydawnictw) przyniosła m.in. opracowania Augusta Kubizka – „Adolf Hitler. Mój przyjaciel z młodości”, osobistego kierowcy Hitlera – Ericha Kempki – „Byłem kierowcą Hitlera”, wreszcie Heinricha Hoffmanna, „ nadwornego” fotografa wodza III Rzeszy, pt. „Mój przyjaciel Hitler”.

Literatura ta, mająca charakter pamiętnikarski rzecz jasna, istniała na Zachodzie Europy od dawna, jednakże dopiero w ostatnich latach doczekała się polskich tłumaczeń i zaistnienia na księgarskim rynku w naszym kraju. Dziś będzie to próba recenzji tej ostatniej pozycji, która pod oryginalnym tytułem „Hitler was my friend” ukazała się w języku angielskim w Londynie jeszcze w 1955 r., a więc w okresie wczesnej „żelaznej kurtyny” i jako pozycja trudna do zdobycia w PRL, zapewne dostępna była tylko dla nielicznych.

Wznowione obecnie wspomnienia, to wydanie brytyjskie z 2011 r., uzupełnione ciekawym wprowadzeniem historyka, Rogera Moorhouse a i opatrzone równie interesującym słowem wstępnym tłumacza, R.H. Stevensa, który zdążył poznać Hoffmanna osobiście. Właśnie ten drugi wstęp rozpoczynający zresztą wspomnienia Hoffmanna, który ukazał się już w pierwszym wydaniu londyńskim w 1955 r. wprowadza nas w klimat i treść opracowania. Tłumacz R.H. Stevens, oficer wywiadu będący z pochodzenia Brytyjczykiem, jako były więzień Gestapo oraz obozów w Dachau i Sachsenhausen nie miał bowiem powodów do wybielania hitleryzmu, dlatego swoją konwersację z Hoffmannem z obu stron uważał za szczerą, pozbawioną tzw. „walki umysłów” czy niedopowiedzeń, czyli zachowań typowych dla Niemców epoki III Rzeszy, starających się zawsze umniejszyć skalę demona zła nazizmu a tym samym uniknąć za wszelką cenę wszelkich rozliczeń.

Heinrich Hoffmann, Bawarczyk z krwi i kości, pochodząc ze znanej rodziny fotografów i mającej na długo przed powstaniem III Rzeszy spory dorobek i prestiż, urodził się 12 września 1885 r. w Fürth, zmarł zaś 16 grudnia 1957 r. w Monachium. Wówczas, gdy rodził się narodowy socjalizm był osobą bardziej znaną, aniżeli jego późniejszy protektor i „przyjaciel” – Adolf Hitler. Jeszcze przed I wojną światową, praktykując w zakładzie fotograficznym ojca i wuja w Regensburgu, a z czasem przejmując rodzinny interes zdobył sobie uznanie i szacunek. Fotograficzny zakład miał wysoką renomę – Hoffmann jako nadworny fotograf królewskiej rodziny Wittelsbachów, a także wielkiego księcia Hesji oraz księcia Sabaudii obracał się w salonach. To właśnie Hoffmann zrobił w Monachium na Odeonsplatz słynne zdjęcie tłumu wiwatującego na cześć przystąpienia Niemiec do wojny w 1914 r. Z czasem okazało się, że na nim jest też wiwatujący młody Hitler. Robił też zdjęcia dla prasy, dobrze poznając mechanizm ówczesnych mass mediów, mając jednakże uprzywilejowane dojścia (często z wielkim trudem uzyskane) do ważnych osobistości ze świata sztuki, kultury, wreszcie i polityki. Był naocznym świadkiem wydarzeń związanych z krótko istniejącą, ale krwawą i bezwzględną bolszewicką Bawarską Republiką Rad (1919). Próbując nawet dotrzeć ze swoim obiektywem do niebezpiecznego Rudolfa Egelhofera, dowódcy bawarskiej Czerwonej Armii.

Pierwsze spotkanie z przyszłym wodzem III Rzeszy było nieoczekiwane. Chociaż sam Hoffmann wstąpił do partii hitlerowskiej w kwietniu 1920 r., otrzymując numer członkowski 427, przy pierwszej próbie sfotografowania Hitlera został przez jego ochronę niemal pobity, a klisza z tymi ujęciami prześwietlona.

Historycy, tacy jak Alan Bullock (najlepszy chyba znawca Hitlera i hitleryzmu) pisali, iż przywódca III Rzeszy miał swoje nieprzeniknione tajemnice i najlepiej zrobimy, aby te intymne sekrety z prywatnego życia Hitlera zostawić w spokoju. Hoffmann stara się jednak te sekrety przeniknąć, przebywając niejednokrotnie sam na sam z Hitlerem ma bowiem okazję jak nikt inny wyrobić sobie zdanie na temat osobowości i charakteru wodza. Tu trzeba naświetlić profil tych stosunków w relacji Hitler - Hoffmann, zupełnie innych niż dyktator miał je z zamordowanym w czasie „Nocy długich noży” Ernstem Röhmem (tylko z nim Hitler był na „ty”), z Göringiem, Goebbelsem, Hessem, szarą eminencją Bormannem, Himmlerem czy z generalicją. Znamienne zapytanie Hoffmanna skierowane do przywódcy III Rzeszy po 30 stycznia 1933 r., czyli w chwili uzyskaniu fotela kanclerskiego przez Hitlera, jak mam pana tytułować? – i jego odpowiedź, taka sama zresztą po zdobyciu pełni władzy po śmierci prezydenta Hindenburga jest wielce symptomatyczna. Nie „panie kanclerzu”, nie „mein Führer”, ale i bez poufałości i przejścia na „ty”, odpowiedź ta brzmiała – ma pan do mnie zawsze się zwracać „Herr Hitler”. Podobnie działało to w odwrotną stronę – dla Hitlera Hoffmann był zawsze Herr Hoffmannem. I istotnie ta grzecznościowa forma utrzymała się aż do śmierci przywódcy hitlerowskiej Rzeszy.

To pewien ewenement, gdyż ówczesne kanony zwracania się do Adolfa Hitlera były niezmienne i zawsze obowiązujące. Rzecz szczególna – Hitler jako szef „w biurze” a potwierdzają to sekretarki Führera, np. Traudl Junge i sam Hoffmann, był przyjaznym i dobrym zwierzchnikiem. Nie znaczy to, iż Hoffmann nie stwierdził już wówczas u Hitlera cech niebezpiecznych (ocena nazizmu i refleksje dotyczące niebywałych zbrodni jego chlebodawcy przyszły dopiero po upadku III Rzeszy), sam bowiem takich zagrożeń doświadczył, i to przy okazji banalnych wydawałoby się badań lekarskich i sprytnej intrygi Martina Bormanna, którego otoczenie Hitlera często obawiało się bardziej niż samego Führera. Otóż mało brakowało by fotograf nie został aresztowany i osadzony w obozie. Jednakże pewna słabość Hitlera do Hoffmanna, być może polegająca na identyfikowaniu go jako pokrewnej „duszy artysty” (a niewątpliwie za kogoś takiego uważał się Hitler), późniejsze koneksje i znajomość z przyszłą żoną Hitlera, Ewą Braun, którą przywódca III Rzeszy poznał właśnie w atelier fotograficznym Hoffmanna, wreszcie najzwyklejsza chęć oderwania się od polityki i wojny powodowała, że Hitler wręcz domagał się czasem wizyt swojego fotografa. Często po to, aby porozmawiać o wszystkim i o niczym. Ot, dla higieny psychicznej. Tak na stopie prywatnej.

Jako szef polecający dokumentowanie obiektywem najważniejszych wydarzeń historycznych Niemiec, z kolejnymi aneksjami nowo zdobytych krajów włącznie, Hitler był wyrozumiały, ale i pragnął Hoffmannowi imponować oraz zaskakiwać go dynamiką kreowanych przez siebie wydarzeń. Stąd Hoffmann wspomnienia swoje podzielił na dziedziny: polityka i dyplomacja, religia, sztuka, kwatery wojenne, wreszcie osobny rozdział stanowi ten zatytułowany „Kobiety i Hitler”. Tu możemy poznać kulisy śmierci siostrzenicy Hitlera, Geli Raubal oraz stosunek innych wielbicielek Führera do jego osoby, choćby Unity Mitfort, zagorzałej angielskiej faszystki. Wszędzie gdzie był Hitler i „jego kobiety” unosiło się widmo śmierci i samobójstw płci pięknej, które Hoffmann usiłuje, na pewno nie tendencyjnie, wyjaśnić. Podobnie rzecz się miała z religią. Przykładem jest słynne ujęcie wyjścia Hitlera z kościoła garnizonowego marynarki wojennej w Wilhelmshaven, na którym Hoffmann uwiecznił swojego szefa z krzyżem nad głową. Ten przypadkowy, a może zamierzony trick, wywołujący oburzenie wysoko postawionych nazistów, spowodował tylko uśmiech wodza III Rzeszy –„ nic nie szkodzi, iż ludzie uważać mnie będą za wierzącego”, miał się wyrazić. Ta dwutorowość charakterologiczna Adolfa Hitlera, z jednej strony tępienie katolicyzmu, z drugiej zaś podziw dla jego oddziaływania, przy jednoczesnej wierze w przesądy i przyznawanie się do opieki „opatrzności”, ratującej go od kolejnych zamachów na jego życie, to także cechy osobowości wodza. Każdy człowiek ma w swoim charakterze czynniki dobra i zła – problem polega na tym, które z nich dopuści do głosu, przekraczając moralne bariery i dopuszczając cechy diaboliczne. Hitler, który je przekroczył na niebywałą skalę, wcale nie był tu jakimś wyjątkiem, co stara się zobrazować Hoffmann. Z opisu fotografa jednakże nie wyłania się jakiś przerażający potwór, ale dyktator mający niebywałe zdolności aktorskie, potrafiący doskonale się maskować. Dla „swoich” umiejący okazać także zwykłe, ludzkie uczucia. Chlebodawca Hoffmanna jeżeli rzeczywiście chciał, potrafił być naprawdę czarujący. Ten zadziwiający fenomen, czy dla innych charyzmę dyktatora i jej magiczny wpływ na tłumy Hoffmann, lepiej lub gorzej, także starał się zdiagnozować.

Pewien niedosyt czytelnik polski będzie miał przy okazji rozdziału opisującego pobyt Hoffmanna u boku Hitlera podczas trwania „Feldzug in Polen”, czyli kampanii wrześniowej roku 1939 w Polsce. Jest tego naprawdę niewiele. Tak niewiele, że trudno o jakiekolwiek wnioski „za” czy „przeciw” dotyczących stylu narracji i treści tej części wspomnień słynnego fotografa. Marginalnie jest potraktowany też temat holocaustu. Hoffmann wzmiankuje tylko reakcję Hitlera, iż faworyzowana przez niego dziewczynka (dziecko to często Hoffmann fotografował z wodzem), jak donosili potem usłużni nazistowscy dygnitarze, nie jest podobno „czystą aryjką” w rozumieniu ustaw norymberskich. Hitler miał tylko się wyrazić – moje otoczenie zawsze chce mi zepsuć przy lada okazji dobry, beztroski nastrój. Reakcja ta, na pewno spontaniczna i prawdziwa, nic nie mówi (bo nic powiedzieć nie mogła) o rzeczywistych zamiarach Adolfa Hitlera w odniesieniu do „narodu wybranego”. Takie rozmowy Hitler odbywał wyłącznie w cztery oczy z Himmlerem oraz szefami SS i policji, a treść ich na pewno nie była dla samego Hoffmanna dostępna.

Dość dobrze natomiast opisane jest życie Hitlera w kolejnych kwaterach prywatnych i wojennych, zwłaszcza w alpejskim Berghofie w Berchtesgaden, w Gierłoży koło Kętrzyna, czy wreszcie w ostatniej z nich – berlińskim bunkrze. Trochę może razi przeskakiwanie z tematu na temat, ale w sumie tok narracji wypada dla czytelnika pozytywnie, nie pozwalając mu odłożyć książkę „na później”, w wypadku natrafienia na jakiś mniej szczególny, nudny fragment.

Hoffmann, jak i jego przedmówcy na początku książki podkreślają, iż sam autor wspomnień nie załamał się po skonfiskowaniu mu wszystkiego, osadzeniu jako bliskiego współpracownika Hitlera w więzieniu przez Amerykanów, pozbawieniu go praw autorskich do tysięcy swoich fotografii z okresu II i III Rzeszy, Republiki Weimarskiej oraz samej postaci Hitlera. Z opresji wyszedł obronną ręką, jako że ze zbrodniami dyktatora nie miał nic wspólnego. I chociaż do NSDAP należał, zawsze starał się być krytyczny w stosunku do przywódcy III Rzeszy i jego ideologii. Czy tak było w istocie i do końca, wreszcie czy te wynurzenia były autentyczne i szczere – każdy czytelnik musi wyrobić sobie na ten temat absolutnie własne zdanie. Pozycja ta z pewnością będzie komplementarna dopiero w porównaniu z innymi najważniejszymi pracami poświęconymi hitlerowskim Niemcom. Bogatsze spojrzenie będzie miał czytelnik także po zapoznaniu się z przytoczoną na początku recenzji pokrewną literaturą pamiętnikarską. To spektrum ocen podniesie się jednak zdecydowanie bardziej po przeczytaniu choćby „Rozmów przy stole” z dyktatorem, czy wspomnianych publikacji Bullocka [1], stanowiących ważny składnik wiedzy o nazizmie. Jakikolwiek byłby ów osąd, po wspomnienia Heinricha Hoffmanna na pewno warto sięgnąć.

Przypisy:

  1. Adolf Hitler. Rozmowy przy stole 1941-44. Rozmowy w Kwaterze Głównej zapisane na polecenie Martina Bormanna przez jego adiutanta Heinricha Heima. Warszawa; Wydaw. Charyzma 2006 oraz Alan Bullock: Hitler – Studium tyranii, Warszawa; Czytelnik 1975 lub wydania najnowsze (przyp. RG)

Roman Garbacik

© 2009 Biblioteka Główna UEK